środa, 12 października 2016

Październik 2016r..tyle się wydarzyło....dobrego i złego...

Nasi drodzy przyjaciele, Ci którzy nam dobrze życzą, którzy poświęcają nam czas i uwagę na czytanie naszego bloga.....

z góry przepraszamy za tak długą przerwę w pisaniu bliźniaczkowego bloga...ale tyle się wydarzyło a ja - mam dziewczynek nie zawsze mogłam i chciałam pisać....

Od początku....
6 czerwca 2016r zachorowałam na złośliwego raka piersi prawej....
Wiadomość zwalająca z nóg cały nasz świat i naszą rodzinę.....
Setki badań, diagnoz....a czy pytań dlaczego ja???
To pytania w stylu: "Pnie Boże znów coś a ja chciałam odpocząć bo czułam takie zmęczenie w maju"...jak zawsze Bóg ma inne plany o których nie piśnie słowem....ale czynem i to jakim!!!!
Mój rak, niepełnosprawne córki, mój kurs w szkole na opiekuna medycznego, wyjazd na turnus dziewczynek świetnie zapowiadające się wakacje ...no cóż legły w gruzach ale nie poddaliśmy się nic a nic...pomimo tego, że jest MEGA CIĘŻKO!!!!

Wakacje 2016r.....mama rozpoczyna chemioterapię...turnus odwołany w Zakopanem, buntują sie wszyscy no ale nie ma wyjścia bo pierwsza chemia - to wielka niewiadoma al nas wszystkich....czterogodzinna kroplówka i trach serce nie daje rady, koleżanki boja się zajrzeć, a mąż stwierdził:"że w tym stanie nie dożyje świąt!!!!"...znów onkologia leki i jest dobrze....serce nie szaleje, tylko wymioty, bóle brzucha, biegunki, bóle kości i wiele innych ale to nic nie pooddajemy się...są wakacje do cieżkiej anielki trzeba dzieci gdzieś zabrać..ale gdzie jak ja nigdzie nie mogę..spacery po parkach, po polach, czasami jakiś wypad na lody bo to ratowało mamy gardło przed grzybicą!!!!
A dzieci zachwycone bo lody codzienne!!!!!!!!!!

W sierpniu po trzeciej chemii..jedziem na Jasną Górę, tam zamówił mój wujek z ciocią mszę św. jedziemy na dwa dni bo nie dam rady w ciągu jednego dnia...Uff dzieci zachwycone, bo jazda autem, jedziemy całą ekipą bo ja za słaba że zajmować się dziećmi więc jedzie babcia, dziadzio, Ola ( moja cioteczna siostra), Klaudia (moja cioteczna siostra) i mąż i córki!!!!
Msza wzruszająca...bo przyjechałam po nadzieję i dostałam ją....dostałam nadzieję na zdrowie!!!!!

We wrześniu 2016 dziewczynki zaczynają nowe przedszkole w Szkole Podstawowej w Kowali - grupa integracyjna..kolejny stres...ale wrzesień to pryszcz w porównaniu z październikiem...a we wrześniu jeszcze wizyta u okulisty..Madzi poprawił się wzrok, Nikolcia bez zmian;)
A ja?  ..... wyniki badań, tomograf - po czwartej chemii - guzki się zmniejszyły operacja blisko, ufff....można odsapnąć.....z nadzieją na lepsze jutro.....

Październik 2016 - Nikola ma kryzys...napady są...psychika nadwyrężona...kolejny lekarz psychiatra, kolejne leki, czekamy z niecierpliwością na wizytę u nowej Pani Dr....która pracuje z dziećmi takimi....a 27 października Nikolcia idzie na Oddział Neurologii i Epileptologii CZD w Warszawie na eeg nocne, Bogu dziękować przed moja ostatnią chemią, wiec będzie jak pojechać!!!!!

Jedyne co nie mogę zrobić narazie bo nie dam rady to kontynuować nauki ale może uda się jakoś nadrobić!!! i ukończyć kurs;)))

To tyle co się działo w wielkim skrócie u nas przez ostatnie kilka miesięcy!!!

Z tego miejsca serdecznie dziękuję za wsparcie modlitewne i wsparcie duchowe jakie okazujecie mi i mojej rodzinie!!!! To naprawdę bardzo nam potrzebne!!!


Brak komentarzy: